Niektórym udało się znaleźć na granicy śmierci i z niej powrócić. Przejdę do konkretów. Pewna osoba przeżyła śmierć kliniczna. W Lowa w 1993 pewien mężczyzna podczas wycieczki po zamarzniętym jeziorze. Spędzali dobrze czas, dzień się niczym nie różnił od innych. Wpadł do wody, spanikował, pomyślał, że to już koniec. Szok jaki go ogarnął nie był przyjemny. Wołał o pomoc, z każda sekunda tracił siły. Inne mężczyźni chcieli mu pomoc, ale był trudny w zasięgu. Myślał ze to kwestia kilku sekund. Przez ponad 10 minut walczył z zimnem. Mężczyzna nazywał się Word. Zastanawiał się nad rodzina. Po czasie jego serce przestało być. Koledzy przestali słysząc jego wołanie. Zadzwonili po pomoc. Większość ratunków osób tonących nie kończy się sukcesem, ludzie szybko tracą energie i się poddają z wykończenia. Pomoc przybyła nad jezioro. Jednak, trudno było znaleźć Worda w wodzie. Znaleziono go dopiero po godzinie. Nie było żadnych oznak życia. Jego skóra była zimna, wyglądało na to ze z tego nie wyjdzie. Ale nie tracili nadziei, ratownicy zaczęli reanimacje.